Zgłaszanie błędu

Pomóż nam w ulepszaniu funkcji portalu.

Uzupełnij poniższy formularz, abyśmy mogli szybciej poprawić błędy.

Zgłoś błąd
Poprzedni artykuł Następny artykuł

[WYWIAD] „Nasza rola polega na pokazaniu dzieciom, że istnieją różne alternatywne sposoby na życie" - O streetworkingu w Olecku rozmawiamy z Ewą Matysiuk-Niemczewską

[WYWIAD] „Nasza rola polega na pokazaniu dzieciom, że istnieją...

Z Ewą Matysiuk-Niemczewską spotykamy się przed zajęciami z dziećmi. Pani Ewa przychodzi w butach trekkingowych, z plecakiem i dużym głośnikiem, z szerokim uśmiechem na twarzy i pozytywną energią. Jako streetworker pracuje od trzech lat w ełckiej fundacji Human Lex Instytut. Obecnie współpracuje z dziećmi, młodzieżą i seniorami jako psycholog i trener. Pochodzi z Piły, ale, jak podkreśla, Olecko jest już jej domem. Zajmuje się arteterapią - leczeniem poprzez sztukę. Jest współautorką książki „Ty i ja – lustro wszechświata”. O streetworkingu w Olecku zrobiło się głośno, kiedy grupy dzieci i młodzieży namalowały kolorowe murale na zaniedbanych murach miasta.

Na początku proszę o wyjaśnienie, na czym polega streetworking?

To pewien rodzaj pracy socjalnej, który polega na pracy na ulicy. Najczęściej nazywa się nas pedagogami ulicy, a samą dziedzinę pedagogiką ulicy. I tak naprawdę to jest najprostsze sformułowanie do wytłumaczenia tego pojęcia. Streetworking zmienia się. Obecnie w dużych miasta tworzy się partyworking, czyli streetworkerów pracujących w klubach, ponieważ specyfika funkcjonowania ludzi na ulicach zmienia się. W tej chwili nie widzimy już tyle dzieci na podwórkach, mniej widać osób na zewnątrz. Często gromadzą się natomiast w klubach, w tzw. melinach i wielu streetworkerów podąża za nimi, wchodząc w to środowisko. Pracujemy z grupami. Pokazujemy alternatywne formy pracy i zabawy. W przypadku młodzieży są to poważniejsze zajęcia uświadamiające, wolontarystyczne. W przypadku dzieci jest to zwykła zabawa, ale i nauka. My jesteśmy od cierpliwego tłumaczenia, dawania przykładu swoją postawą. Każda chwila spędzona z dziećmi jest właśnie nauką. Niezależnie, czy docieramy do jakiego miejsca, czy z niego wracamy, to jest cały czas praca. Nasza działalność polega na poznaniu dzieci i ich potrzeb. My dążymy do realizacji celów dzieci, a nie na odwrót, jak w przypadku naszego szkolnictwa, gdzie jednostki wybitne odnajdują się w takiej rzeczywistości i dążą do bycia idealnym. Reszta to są  średniaki. Jest jeszcze margines, który zaczyna stwarzać problemy. I dla niech nie ma już tej uważności, cierpliwości. A są to jednostki, wśród których mamy przyszłych pedagogów, kucharzy, fachowców.

Dlaczego działacie w ramach ełckiej fundacji?

W Olecku działamy w ramach fundacji Human Lex Instytut. Michał Łebski i Joanna Łebska to prezesi, którzy stworzyli fundację. Rozpoczynali pracę w Ełku,  później działania przenieśli też na Giżycko i Olecko.

Początek pracy streetworkingu sięga lat 50-tych, która w zupełnie innej charakterystyce rozpoczynała się w Hamburgu. Polegała na pracy z ludźmi bezdomnymi, prostytutkami, ludźmi, którzy mieli problemy zdrowotne - fizyczne i psychiczne. A tutaj jest to nowa dla nas metoda pracy. Pierwszym streetworkerem był mój mąż, później przewinęło się parę osób. Teraz zostałyśmy tylko dwie - ja i Wioletta Zamojska. Jest to specyficzna praca, wymagająca siły fizycznej, elastyczności, poczucia humoru. To również współpraca z rodzicami dzieci.  

Jak wygląda tzw. wejście do grupy? Czy streetworker otrzymuje informację, że jest grupa która potrzebuje pomocy czy sami ją wybieracie?

Tu w Olecku jest niewiele takich osiedlowych grup. Natomiast w Ełku, gdzie prezes rozpoczynał pracę, grupy gromadziły się w bramach. I tam nie było problemu. W Olecku nie mamy jako takich bram. My bardziej pracowaliśmy podwórkowo. Obserwowaliśmy, gdzie jest więcej dzieci, gdzie byłaby potrzeba, aby ktoś zaproponował formę zabawy, gry. Po wybraniu grupy, idziemy do rodziców dzieci, informując, że zajęliśmy się nimi w takiej formie. Na dwóch podwórkach spotkaliśmy się z ogromnym poparciem. Do utworzonej grupy dzieci same chciały dołączać. Forma naszej pracy na początku była bardzo prosta - polegała na graniu w piłkę, grach stolikowych. W tej chwili robimy już przeróżne rzeczy: spektakle, sztuki muzyczne. Dzieciaki same układają listę tego, co chcą robić. W tej chwili ta lista jest tak długa, że przez przynajmniej trzy lata mamy nad czym pracować.

Czy taka forma współpracy z dziećmi szybciej zbliża niż tradycyjne spotkania z psychologiem?

Myślę, że tak. Choć nie porównywałbym chyba tych form. Na pewno jest potrzebna jako uzupełnienie, ponieważ my, jako streetworkerzy, działki psychologicznej nie załatwimy. Możemy polecać specjalistów, terapie np. od uzależnienień. Czasem faktycznie jestem proszona o radę psychologiczną, ale my jesteśmy tylko pomostem, kierunkowskazem. Te obie formy znakomicie się uzupełniają. Przy tradycyjnych terapiach dziecko wchodzi do instytucji i czuje się obserwowane. Na podwórku jest to praca naturalna. Większość osób, z którymi współpracujemy, nie zdecydowałaby się na pracę instytucjonalną ze względu na osobowość lub na okoliczności środowiskowe. Nasza praca jest o tyle atrakcyjna, że to streetworker wychodzi do dzieci, a nie dzieci do specjalisty. To my jesteśmy dla nich. Jesteśmy na zewnątrz, co pozwala grupie normalnie funkcjonować, bez nacisku, bez szczególnych zabiegów typu “czy mi zaufasz”, “czy możemy porozmawiać”. W naszych grupach nie ma czegoś takiego. Po prostu jesteśmy. Ja dla nich - oni dla mnie. To my od nich czerpiemy radość, kreatywność. To naturalna wymiana. Nasza rola polega na pokazaniu, że istnieją różne alternatywne sposoby na życie, aby nie musiały sięgać po środki i zachowania destrukcyjne. To aktywne spędzanie czasu wolnego. Wiele naszych dzieci na początku współpracy było bardzo nieśmiałych, nie ujawniających emocji. Utrudniało im to codzienne funkcjonowanie. W tej chwili występują, prezentując swoje umiejętności na scenie.

Czy łatwo jest odciąć się od negatywnych emocji?

Szuka się różnych sposobów na wentylowanie tego. Pomagają koledzy po fachu, na przykład w postaci mojego męża (śmiech). Trzeba być z ludźmi i omawiać problemy. Receptą jest po prostu bycie szczerym, autentycznym.

Czy to jest tak, że te dzieci poprzez zabawę i aktywność zdobywają wiedzę życiową, której nie ma niejeden dorosły?

Myślę, że tak. Dzieci doświadczają bardzo głęboko rzeczywistość. Dlatego też praca z dziećmi jest taka niesamowita. Te pokłady rzeczywistości u nich są wielopoziomowe. My dorośli jesteśmy skupieni na powszedniej rzeczywistości, na nadmiernym wymyślaniu, lękach.

Ile razy w tygodniu spotykacie się z grupą?

Dwa lub trzy razy w tygodniu. Ale w tak małym mieście ta praca trwa cały czas. Wychodząc z domu , spotykamy dzieci, rodziców.

Czy dzisiejsze problemy dzieci z mniejszych miast są podobne do tych obecnych w większych miastach?

Wydaje mi się, że są porównywalne schematy działań i schematy grupy. Tylko w większych miastach grupy żyją w blokowiskach, wieżowcach Tam ta cała siatka grup jest skupiona w płaszczyźnie pionowej. W mniejszych miastach grupy skupiają się na podwórkach. I tu, i tu problemy są takie same. Dzieci z każdej rodziny, w każdym wieku, spotykają różne dylematy emocjonalne, psychiczne.

Widzimy, jak zaniedbane mury w Olecku, dzięki wam, nabierają nowych barw i kolorów. Kto przygotowuje projekty murali?

Od początku to dzieci projektowały, szkicowały, chodziły po ulicy i zaznaczały, jaki teren chciałyby objąć działaniem, gdzie chciałyby coś namalować. Projekty murali wykonały również dzieci. W przypadku ich podwórka, które, jak się okazało, jest ich ukochanym miejscem, nie było zupełnie problemu z projektem. Każdy coś narysował na zwykłej kartce papieru. Zdjęcia tych projektów mam do dziś. Takie właśnie szczegółowe zbliżenia tych ptaków, drzewek. Później przesłaliśmy te projekty do profesjonalnego grafika, z dopiskiem co jest czym. Grafik przyjechał później tutaj i częściowo opracował projekt z dziećmi. To była kolejna lekcja. Dzieci komponowały, uczyły się obróbki zdjęć w Photoshopie. Etap malowania dzieci realizowały wraz z sąsiadami, rodzicami. Zaangażowaliśmy całą społeczność. Wiele tych prac nie byłoby możliwych bez pomocy silnych ojców i dzielnych mam, które nam przynosiły piach, udostępniały taczki. To była ogromna praca, która nas bardzo zbliżyła i poszerzyła też grupy o dzieci, które nie brały wcześniej udziału w zajęciach. W tym roku, między innymi dzięki tej inicjatywie, rozszerzać grupy podwórkowe, bo na początku dzieci tak jak zamieszkiwały, zostały wpisane na listę i tak grupa została zamknięta ze względu na bezpieczeństwo i ilość opiekunów przydzielonych do pracy oraz ze względu też na zażyłość w tej grupie. Dzięki rewitalizacji zobaczyliśmy, że są też kolejni chętni, że grupa ich akceptuje, pokazali, że mają wiele do zaoferowania. W ten sposób grupa nam się naturalnie powiększyła i w tym roku poszerzamy ją o kolejne dzieci podwórkowe.

Jak mieszkańcy reagują na wasze osiedlowe murale?

Większość opinii jest pozytywnych. Było oczywiście też parę uwag, że zamiast sprzątać rzekę, malujemy mury. Większość mieszkańców reaguje pozytywnie. Wiedzą, że to co widzą, malowały dzieci. Może tylko nie  wszyscy wiedzą, że one to projektowały. Była też sytuacja, kiedy dzieci wykonały ogród na PTTK, który ktoś notorycznie niszczył. Pomimo, że zrobiliśmy tabliczki np. „wykonała 5-letnia Iza”, ktoś notorycznie kradł lub niszczył kwiaty z doniczek. Odnowiliśmy to wielokrotnie, nie poddając się. Była też część dzieci, która swoje kieszonkowe na te kwiaty wydawała i te kwiaty następnego dnia znikały…
 
Jak liczna jest grupa?

W tej chwili łącznie mamy około 45 podopiecznych, podzielonych na grupy wiekowe. Są to dzieci z Olecka. Był plan, aby rozszerzyć działalność na powiat, ale nie ma razie takiej możliwości. Ani finansowej ani merytorycznej.

Gdzie spotykacie się w przypadku niepogody?

Korzystamy głównie z przestrzeni miejskiej typu Hala Lega, Dom Kultury. Fundacja Rozwoju Ziemi Oleckiej od lat też chętnie z nami współpracuje. Serdecznie im wszystkim dziękujemy za pomoc. Udostępniają nam salę na warsztaty. Korzystaliśmy też z terenu byłego PTTK nad jeziorem. Stworzyliśmy tam bazę, gdzie dzieciaki mogły się wyrazić.

Organizowaliśmy imprezy, które były ich pomysłem, nie naszym. W tym roku planujemy kolejną - “Przystanek jezioro”. Dzieci same przygotowały i zaplanowały tę imprezę. Właśnie o to chodzi w streetworkingu, żeby pokazać dzieciom, że nie potrzebują nie wiadomo jakich środków, że wszystko można zrobić samodzielnie, własnymi siłami. 

Czy inne dzieci z Olecka mogą dołączyć do waszej grupy?

Bardzo byśmy chcieli poszerzyć grupy, ale nie ma takiej możliwości w tej chwili ze względów logistycznych, merytorycznych i finansowych. Mamy telefony od rodziców z pytaniami „czy moje dziecko może dołączyć?”. Niestety nie. Tym bardziej, że dzieci się nie znają. W streetworkingu to dzieci decydują, kogo przyłączyć do grupy. Chodzi tu o ich poczucie bezpieczeństwa. My nie możemy odgórnie narzucić im nowych osób. To ma być naturalne dla nich środowisko. Grupa ma się sama integrować. Bywa i tak, że grupa kogoś odrzuci. To naturalna selekcja. Bywa brutalne, ale takie jest prawo ulicy.  

Czy są ramy wiekowe? Do jakiego wieku dzieci mogą być w grupie?

Dzieci często pytają nas do jakiego wieku mogą być w naszej grupie. Nie ma sztywnych ram. To dzieje się samoistnie. Dorastają i kiedy czują, że już nas nie potrzebują, po prostu “odklejają” się od grupy. Później często, już jako dorośli ludzie, też stają się wolontariuszami. Pomagają i wspierają nas.

Czy ma Pani jakieś przesłanie do rodziców? Co Panią dziś najmocniej uderza w relacji rodzic-dziecko?

Myślę, że takim zjawiskiem jest właśnie samotność w tłumie. Trzeba wychodzić do ludzi, rozmawiać z nimi. Nie można się zamykać. Niezależnie czy to będzie telewizor, telefon, komórka, czy w ogóle taki “mój mały ciasny świat”. Trzeba też z dziećmi wychodzić, nie zamykać się w domu, uczestniczyć w wydarzeniach. Nie chciałabym oceniać. Mówię raczej z pozycji matki. Ja również i jako matka, i psycholog podpytuję specjalistów, chodzę do nich, rozmawiam. Nie boję się tych problemów z własną osobą, bo wiem, że każdy te problemy ma i każdy potrzebuje wsparcia. Tu w Olecku jest też wspaniała grupa psychologów, specjalistów, którzy działają w okolicznych miastach.
 
Czy nadal mieszkańcy małej miejscowości mają blokadę przed korzystaniem z porad psychologów? Te stereotypy nadal funkcjonują w społeczeństwie?

Te stereotypy nadal funkcjonują i są daleko przed nami, wywołując piętno społeczne. Powoli jednak ludzie się otwierają, zmienia się to nastawienie. Dobrze byłoby, gdyby to przełamanie się nastąpiło na wcześniejszym etapie problemu, a nie wtedy, kiedy będzie już potrzebna farmakologia, spotkanie z neurologiem, psychiatrą.
 
Mówi pani o depresji?

Tak, o depresji, schizofrenii, zaburzeniach lękowych wszelkiego rodzaju. To już jest skrajna forma tego wzmożonego napięcia, które powstaje. Widzimy sygnały, ale je zaniedbujemy lub nie chcemy się przyznać, że takiej pomocy potrzebujemy. Jest już coraz więcej osób, które się otwierają, które widzą w psychologu człowieka. Psycholog jest lustrem -  na tym to polega. Nie udziela porad, nie ocenia. Jest po prostu lustrem. Czasami wystarczy wypowiedzieć naszą myśl, obawę głośno w obecności innej osoby i to wystarczy. W tym momencie już brzmi to inaczej niż w naszych głowach. Boimy się rzeczy, które nie istnieją, które nie będą miały nigdy miejsca. Analizujemy to co było, to co będzie, a to jest tylko iluzja. Musimy żyć tu i teraz. 





dobry artykuł (6) słaby artykuł (0)

Wyślij do znajomego
E-mail:
Opis:
ANULUJ
WYŚLIJ

Komentarze (0)

Skomentuj

Nick: *
E-mail: *
Treść: *
* Pola obowiązkowe

Proszę podać powód zgłoszenia

Najpopularniejsze aktualności
  • Ustawienia

  • Przenieś

  • Usuń moduł

Zwiń moduł

Najnowsze galerie
  • Ustawienia

  • Przenieś

  • Usuń moduł

Zwiń moduł

Imprezy
  • Ustawienia

  • Przenieś

  • Usuń moduł

Zwiń moduł

Cinema Lumiere
  • Ustawienia

  • Przenieś

  • Usuń moduł



    1.    08.12 Środa

      Godziny seansów
    2.    09.12 Czwartek

      Godziny seansów
    3.    10.12 Piątek

      Godziny seansów

    Zwiń moduł

    Newsletter
    • Ustawienia

    • Przenieś

    • Usuń moduł

    Dołącz do grona osób, które chcą wiedzieć, co nowego dzieje się w naszym mieście:-)

    Wystarczy, że wpiszesz swojego e-maila poniżej:

    Zwiń moduł

    Informacja!

    Szanowny Czytelniku!

    Aby dalej móc dostarczać Ci coraz lepsze materiały informacyjne i udostępniać Ci coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na lepsze dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień. Twoje dane są u nas bezpieczne, a zgodę możesz wycofać w każdej chwili na podstronie polityka prywatności lub poprzez kontakt z nami.

    Przez dalsze korzystanie z serwisu, bez zmiany ustawień w naszej polityce prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych w celach marketingowych wyłącznie dla portalu zolecka.pl. Nie powierzamy Twoich danych innym firmom. Dla Ciebie oznacza to przede wszystkim, że reklamy widoczne na naszych serwisach będą dostosowane do Twoich zainteresowań, a nie np. losowe lub widoczne dla wszystkich. Zainteresowania te poznamy m.in. w oparciu o analizę śladów, które pozostawiasz w trakcie ruchu po stronach internetowych automatycznie w ramach tzw. plików Cookies. Pamiętaj jednak, że powyższą zgodę możesz zawsze cofnąć. Możesz również zawsze zmienić ustawienia cookies, tak aby nie zapisywały Twoich śladów (więcej informacji w polityce prywatności).

    POLITYKA PRYWATNOŚCI